facebook

Kanał You Tube

środa, 4 listopada 2015

Gdzie nie wjadę wózkiem?



Problemy z wjazdem wózkiem znają wszystkie mamy. Z wózkiem bliźniaczym jest jeszcze gorzej. Nasz ma szerokość 79 cm. W przestrzeni publicznej standardem powinna być szerokość 80 cm. Powinna, bo oczywiście nie jest. Szczerze współczuję osobom niepełnosprawnym. Jeśli ja gdzieś nie wjadę, to one też.
Oto subiektywna lista przeszkód trudnych lub niemożliwych do pokonania z wózkiem bliźniaczym:
  • krawężniki – wciąż znajdują się miejsca, w których są one nieprawdopodobnie wysokie. Ostatnio przy jednym z nowszych krakowskich centrów handlowych spotkała takie krawężniki. Ciężko pod nie podjechać, jeszcze gorzej z nich zjechać. Tym bardziej jest to niebezpieczne, bo są one przy samym przejściu dla pieszych. 
  • źle zaparkowane samochody – to chyba moja największa zmora. Najbardziej denerwują mnie samochody zaparkowane w pobliżu sklepów spożywczych, które mają parkingi, a kierowcy parkują na chodniku. Muszę wtedy jechać jezdnią, co do bezpiecznych rozwiązań nie należy, szczególnie przy ruchliwej ulicy. Zdarzyło mi się kiedyś postraszyć takiego delikwenta strażą miejską, poskutkowało. 
  • chodniki z lampami lub słupami na środku – w takiej sytuacji jestem bez szans:) Znów muszę jechać ulicą. 
  • chodniki z dziurami – nierówne chodniki nie są nam straszne. Wózek mamy duży, masywny, dajemy radę. Chodzi raczej o dziury w chodnikach, które czekają na remont tygodniami. Na mojej codziennej trasie jest taka dziura, w którą spokojnie można wpaść po kolana. Ostatnio ogrodzono ją drewnianym słupko-płotkiem. Znów zostaje nam przejazd ulicą. 
  • za wąskie windy – do wind w niektórych blokach nie mieścimy się, brakuje nam zaledwie kilku centymetrów. Z taką windą spotkałam się też w dużym krakowskich centrum zdrowia. Bez pomocy drugiej osoby nie wjadę. 
  • dworce bez podjazdów i wind – takim przykładem jest Dworzec Zachodni w Warszawie. Dużo schodów. Wózek z peronu trzeba znieść i wnieść. Jedna osoba nie da rady. 
  • miejsca użyteczności publicznej bez windy – przykładem może być USC w Krakowie na ul. Lubelskiej. Tam właśnie rejestrowaliśmy nasze dzieci. Żeby to zrobić, trzeba wdrapać się na ostatnią kondygnację. Ciekawe jak to robi świeżo upieczona mama, która sama załatwia wszelkie formalności.
  • starsze typy tramwajów – wejścia oznaczone jako dla wózków są dla nas nie do pokonania. Po pierwsze schody, pod drugie za wąsko. 
  • supermarkety – tak, supermarkety. Większość z nich ma za wąskie przejścia przy kasach. W pobliskim markecie Simply jest kasa oznaczona jako kasa pierwszeństwa dla ciężarnych i rodziców z wózkami. Oczywiście jest ona odpowiednio szeroka i niemal zawsze zamknięta. Jest na to sposób: wykładam zakupy na taśmę i mówię kasjerce, że przejadę z drugiej strony kasy. Wyjeżdżam wejściem. Gdy jestem na zakupach z synem – przedszkolakiem czasem on zostaje przy zakupach. Nie uwierzycie, ale bardzo często zdarza się, że osoby za nim widząc, że stoi dziecko wpychają się przed niego. Ot, kultura. Są też sklepy, do których w ogóle nie wjadę. W Lewiatanie, który jest najbliżej mojego mieszkania nie mieszczę się w żadną bramkę – ani wejścia, ani wyjścia.
Trochę tego jest, prawda?

czwartek, 22 października 2015

Ciążowe zachcianki – cz. II najdziwniejsze

Jakiś czas temu pisałam o najpopularniejszych ciążowych zachciankach (tutaj). Zdecydowanie wygrały ogórki kiszone i kapusta. W Waszych komentarzach często pojawiały się także śledzie i czekolada. Dziś pora na najdziwniejsze ciążowe zachcianki. Przyznam, że mnie one ominęły, ale znam kobiety, które w tym wyjątkowym czasie gustowały w nietypowych smakach i połączeniach. Oto subiektywne zestawienie najdziwniejszych ciążowych zachcianek:
  • kreda (tynk ze ścian)
  • mydło
  • węgiel
  • kostki lodu
  • zapach paliwa/benzyny.
A teraz czas na zaskakujące połączenia:
  • śledzie z miodem
  • śledzie z lodami
  • lody z frytkami
  • ogórki kiszone i czekolada.
A Wy miałyście nietypowe zachcianki? A może znacie kogoś, kto je miał?

piątek, 16 października 2015

Placki z cukinii



Dziś pokażę Wam jak przygotować jeden z moich ulubionych obiadów. Jestem wielbicielką cukinii w każdej postaci. Placuszki doskonale sprawdzą się zarówno na ciepło, jak i na zimno. Mogą być także przystawką. Wszystko zależy od Was.

Placki z cukini i łososia

Potrzebujemy:
2 średnie cukinie
2 małe cebule
4 łyżki mąki
1 jajo
olej do smażenia
sól
pieprz

Do dekoracji:
koperek
łosoś
serek biały
sól
pieprz

Jak zrobić placki z cukini

1. Z umytej cukinii odcinam końce. Ścieram na tarce o grubych oczkach. Solę i odstawiam na kilka minut. 

Tarta cukinia

2. Usuwam nadmiar wody.

Placki z cukini przygotowanie

3. Na tarce o małych oczkach ścieram cebule. Dodaję do cukinii. Mieszam z mąką, jajem, pieprzem i solą. 

Placki z cukini przygotowanie

4. Na rozgrzanej patelni smażę placki z obu stron na złoto. 

Smażenie placków

5. Dekoruję serkiem z odrobiną soli i pieprzu, łososiem i koperkiem. 

Placuszki z cukini

 Smacznego!

Placki z cukini, łososia i koperki

środa, 7 października 2015

Zwracacie uwagę palaczom?




Zakaz palenia w miejscach publicznych

Niedziela. Piękna jesienna pogoda. Postanawiamy pojechać do lasu, zaledwie kilka przystanków od krakowskich Błoni. W samym sercu lasu znajdują się zoo i Kopiec Piłsudskiego, idealne miejsce na spacer. Na przystanku tłok, autobusy odjeżdżają co 15 minut. Obok nas staje rodzina: małe 2-3 letnie dziecko w wózku, dwoje nastolatków, dwóch mężczyzn przed 40-stką i starsza kobieta. Nastolatek wyjmuje elektrycznego papierosa i pali. Potem zwykłego papierosa zapalają kolejno starsza kobieta i mężczyzna. Ten ostatni trzyma go kilka centymetrów od głowy dziecka w wózku. My stoimy jakiś metr od niego. Mąż zwraca uwagę mężczyźnie, wywiązuje się krótka, niezbyt miła dyskusja. Mężczyzna jest zbulwersowany, że ktoś śmiał zwrócił mu uwagę. Osoby, które stoją z nami w okolicach przystanku, łącznie jakieś trzydzieści kilka osób nie reagują. Udają, że nie słyszą.  Wśród oczekujących jest rodzina z niemowlakiem, na moje około maksymalnie miesięcznym. Im chyba to nie przeszkadza…
 Najbardziej zdziwiły mnie dwie kwestie. Po pierwsze to, że rodzina paliła przy dziecku. A po drugie to, że nikt inny nie zareagował.
Mieliśmy prawo zwrócić uwagę palaczowi. Od 15 listopada 2010 r. obowiązują przepisy zakazujące palenia na przystankach komunikacji publicznej. Zakaz dotyczy odległości 15 metrów od słupka lub tablicy oznaczającej przystanek. Palaczom, którzy nie przestrzegają przepisów grozi grzywna do 500 złotych.
Nie jestem przeciwniczką palaczy jeśli tylko nie kopcą na mnie i na moją rodzinę. Niech sobie palą jak lubią, ich wybór. Ale jakim prawem zatruwają moje dzieci? My zwracamy uwagę palaczom, a Wy?